Spływ tratwami po Dunajcu w Pienińskim Parku
Narodowym
Będąc w Zakopanem warto zarezerwować sobie jeden dzień
„odskoczni” od Tatr i udać się w Pieniny na spływ
tratwami po Dunajcu. Spływ Dunajcem to największa
atrakcja tego regionu. Co roku płynie nim ogromna liczba
ludzi (ponad 100 tyś.). Wszystkich przyciągają wspaniałe
widoki - na Trzy Korony, Sokolicę i inne szczyty Pienin.
Czas spędzony na tratwie flisackiej pozostaje w pamięci
do końca życia. Przełom Dunajca to fenomen natury. Jest
to jeden z najpiękniejszych przełomów rzecznych w
Europie.

Kiedyś spływ rozpoczynał się w Czorsztynie. Jednak w
związku z budową zapory przystań flisacką przeniesiono
do Sromowiec Wyżnych - Kątów. Tutaj wyruszają tratwy.
Kończą swój kurs w Krościenku, można również kupić
tańszy bilet i wysiąść wcześniej - w Szczawnicy. Do
przystani początkowej jest możliwość powrotu specjalnym
autobusem.
Aby dotrzeć z Zakopanego w Pieniny polecamy wycieczkę
z Kuźnic z Panem Jurkiem, który swoim busem
bezpośrednio zawozi turystów na przygodę po Dunajcu, a
po imprezie odwozi go z powrotem. Można skorzystać z tej
formy imprezy bo naprawdę warto. Cena ok.80 zł/os.
zawiera w sobie przejazd tam i powrotem, bilet spływu po
Dunajcu oraz wyczerpującą informację o miejscowościach
Podhala (przez które turyści muszą przejechać) w postaci
opowiadań, anegdot, (czasem śmiesznych czasem poważnych)
sympatycznego Pana Jurka. Podróż jest miła i szybko
upływa a na trasie, w czasie 20 minutowej przerwy można
odwiedzić malowniczo położony Zamek w Niedzicy.
Siedząc na tratwie i spływając Dunajcem robi się trzy
rzeczy: Po pierwsze podziwia się przyrodnicze widoki, po
drugie śmieje się do rozpuku z opowiadanych żartów,
anegdot i zadawanych żartobliwych zagadek przez
spływających nas flisaków (rzekomo wyłącznie
„kawalerowie” jak o sobie mówią). Jedno im trzeba
przyznać: chłopaki mają gadane!, do tego stopnia, że
nikt nie pozostanie obojętnym - wszystkie buźki na
tratwie się śmieją! Po trzecie: na tratwie turyści
odgadują po której stronie tratwy będziemy mijać
pienińskie skały, które malują się nam przed oczami
jeszcze w oddali – a że Dunaj meandruje na prawo i lewo,
to naprawdę nie jest sztuką łatwą odgadnąć „po której
stronie tratwy?”.
Przez większość trasy płynie się neutralnym pasmem
granicznym jaki stanowi Dunajec. Po prawej stronie mija
się słowacki cypel Upranek, a po lewej -
polskiej, widzimy Macelową Górę. Jest ona objęta
ścisłym rezerwatem przyrody i nie prowadzi na nią żaden
szlak turystyczny. Zostawiamy teraz za sobą szczyty
Cisowca, Zamczyska, Flakow, Rabsztyna, Macelaka i
płyniemy w kierunku południowo wschodnim. Po lewej
stronie mijamy Sromowce Średnie, a po stronie słowackiej
wioskę Majere.
Skręcamy teraz w lewo. Przed nami Dunajec dzieli się na
dwa koryta tworząc wyspę, długości ok. 2 km. Lewe koryto
jest stare, prawe zaś wytyczył sobie Dunajec podczas
powodzi w 1934 r. Granica państwa biegnie lewym korytem.
My płyniemy prawym i przez krótki odcinek będziemy
całkowicie na terenie Słowacji. Po prawej stronie mijamy
pierwszą słowacką przystań flisacką, a teraz przed nami
wyłaniają się Góry Aksamitki z grotami, gdzie,
jak mówią górale przebywał Janosik. Dalej obydwie odnogi
Dunajca łączą się. Teraz wpływamy do pięknej letniskowej
wsi Sromowce Niżne. Na prawym brzegu rzeki
rozłożona jest wieś Czerwony Klasztor, założona
przez kolonistów ze Szwabii i nosząca do 1945 r. nazwę
Szwaby Niżne. Przy końcu miejscowości, za starymi
lipami, mieszczą się zabytkowe zabudowania klasztorne
Czerwonego Klasztoru. Jego nazwa wywodzi się od barwy
dachówki którą jest pokryty. Poniżej klasztoru znajduje
się kolejna przystań słowacka, a naprzeciwko, po drugiej
stronie rzeki przystań w Sromowcach Niżnych.
Przed nami roztacza się widok na Trzy Korony w
całej okazałości. Jest to najwyższy szczyt Pienin
właściwych, tutaj też rozpoczyna się Przełom Dunajca.
Rzeka tworzy w nim 7 pętli płynąc pomiędzy ścianami
skalnymi. Trudno teraz przewidzieć, w którą stronę
Dunajec skręci. Nurt staje się coraz szybszy; mijamy
Ostrą Skałę, Grabczychę Wyżną, Niżną, w której była
grota rybacka - baza dla rybaków łowiących
łososia "na światło". Zbliżamy się do przewężenia
zwanego Zbójnickim Skokiem. Legenda głosi, że w
tym właśnie miejscu zbójnik Janosik przeskoczył
Dunajec, uciekając przed węgierskimi żandarmami. Po
lewej stronie górale pokazują na skale odciski kierpców
Janosika. Jest w tym miejscu 12 m głęboko i tyleż
szeroko.
Dalej mijamy Świnią Skałę i powoli żegnamy się z
Trzema Koronami skręcając w lewo, opływając Klejową
Górę. Wyłania się masym Golicy. W jego zboczu
widać skały w kształcie kapturów tzw. Siedmiu Mnichów.
Legenda mówi, że byli to grzeszni zakonnicy z Czerwonego
Klasztoru, którzy za karę i na przestrogę innym zostali
zaklęci w skały. Dunajec gwałtownie skręca w lewo.
Wyrasta przed nami ściana Facimiechu na której
zobaczymy postać mniszki oraz wizerunek orła. Teraz
Dunajec odbija w prawo i wpływamy na tzw. Leniwe Ploso,
gdzie wartka rzeka trochę się uspokaja. Powoli mijamy
Piecki, Ligarki i Fujarki. Widzimy już Czerwoną Skałę,
Czerteź i Czertezik. Tymi szczytami prowadzi szlak
turystyczny ze Sokolicy przez Zamkową Górę na Trzy
Korony zwany Sokolą Percią.
Spływając z Leniwego łagodnie skręcamy w prawo. Na lewym
Brzegu wpływa do Dunajca ujście Pienińskiego Potoku,
który oddziela masyw Trzech Koron od Pieninek.
Nieco wyżej widać Ślimakową Skałę, a na niej
gniazdo bociana czarnego. Przed nami Wilcza Skała,
Głowa Cukru i przepiękna Sokolica, nazywana
też matką Pienin. Ze Sokolicy rozpościera się chyba
najpiękniejszy widok na Przełom Dunajca.
Zostawiamy za sobą Sokolicę i wpływamy na tzw. Bystry
Prąd. Przed nami wznosi się skała Sama Jedna,
po słowacku Osobita, a żartobliwie nazywana Starą Panną.
Wpływamy teraz na Loch - najgłębsze miejsce w
Przełomie. Kolejny raz zataczamy łuk, zmieniając
kierunek o 180 stopni. Skręcając w prawo mijamy słowacką
przystań końcową i w tym miejscu kończy się naturalna
granica słowacko - polska jaką stanowi Dunajec. Granica
dalej biegnie szczytami gór.
Po lewej stronie mamy Hukową Skałę, po prawej
Białą Skałę. Tworzą one razem kończące wrota
Przełomu Dunajca. Przepływamy jeszcze Kacze i dopływamy
do Szczawnicy, gdzie kończy się spływ.
Cały spływ trwa od 2 do 3 godzin i są to godziny
niezapomniane, wrażenia niesamowite i wspomnienia warte
tony złota! I choć zdjęcia nie oddadzą atmosfery spływu,
piękna pienińskich gór to zobaczcie i oceńcie sami, że
warto wybrać się na spływ tratwami po Dunajcu, do czego
gorąco namawiam.
Sezon flisacki trwa od 1 kwietnia do 31 października,
codziennie z wyjątkiem święta Bożego Ciała i pierwszego
dnia Świąt Wielkanocnych. Spływ rozpoczyna się na
przystani flisackiej w Sromowcach - Kątach, gdzie
znajduje się parking, pawilon wystawowy Pienińskiego
Parku Narodowego, punkt informacji turystycznej, kioski
z pamiątkami, restauracja oraz kasy biletowe. Z
przystani flisackiej w Kątach łodzie zabierają nas w
wyjątkową podróż. Przepłyniemy trasę 15 km, mimo, że w
linii prostej do przystani końcowej w Szczawnicy dzieli
nas odcinek 6 km, zaś różnica poziomów wynosi 36 m.
Spływ, w zależności od stanu wody trwa od 2 do 3 godzin.
Sprzedaż biletów odbywa się na bieżąco i nie wymaga
wcześniejszej rezerwacji. Łodzie odpływają po zebraniu
się minimalnego stanu to jest 10 osób. W przypadku
mniejszej ilości istnieje możliwość wypłynięcia łodzi po
opłaceniu podstawowego kosztu.
Więcej informacji na stronie:
Polskie Stowarzyszenie Flisaków Pienińskich
|
|
|